sobota, 19 sierpnia 2017

Pasta do zębów i eksperyment.... kosmetyczny

Wiem, że długo mnie nie było, ale nie będę kadzić, że to czy tamto... Miałam inne rzeczy do robienia, weszłam w remonty i zabawę z wyrzynarką czy wkrętarką, świetna sprawa swoją droga, z tym, że trzeba mieć ciągoty do takich zabawek... Ja mam od małego :)

W międzyczasie wyremontowałam sypialnię, przerobiłam 40 letnią meblościankę na świetne meble do korytarza, upiększyłam 60 letnią szafę, przerobiłam półkę z pokoju na taką na przyprawy do kuchni, odmalowałam masę rzeczy, w tym sieczkarnie, teraz już zabytkową :).



Oddałam Lunę ( pies husky) właścicielce, bo jak się okazało pies został bezprawnie sprzedany, wzięłam pięknego włochacza z azylu, zrobiłam jej operacje oczu i sterylkę... i mam znów 3 wariaty w domu, które pożerają gar kaszy z warzywami, są głośne, gubią wszędzie kłaki, ale są moje i kochane w pełni :)



24 czerwca zaczęliśmy remont łazienki, zbijanie ściań do cegły, wszystkie nowe instalacje i wystrój, stąd też mój eksperyment kosmetyczny, który chce opisać.

Zostałam bez wody, ubikacji i wszelkiego dobra jakim jest właśnie łazienka pod nosem, czy też za ścianą... Na szczęście na podwórku mamy murowany kibelek, wiec to można załatwić na bieżąco. Trudniejsza sprawa z myciem, a tu upały i w ogóle ciągły syf przez pył i różne inne substancje powstające przy remoncie właśnie. Na szczęście mam blisko brata, więc codziennie ładujemy się na szybkie mycie w kabinie i powrót do domu, aby go posprzątać po panach specjalistach i pyle...

Od 24 czerwca moimi jedynymi przyborami do mycia były mydło - robione przez mua, gąbka oraz szampon ziołowy. Żadnych kremów, peelingów czy maseczek.... i co????

Tak wyglądała łazienka nie remontowana od 30 lat...

Otóż moja skóra ma się bardzo dobrze, nie przetłuszcza się ani nie przesusza, nie odpada płatami, nie zmieniła koloru. Niektórzy znawcy twierdza, że mydło to ZUO, a tu jednak spełniło zadania kosmetyku do całego ciała i  już 2 miesiąc je spełnia. Jestem wielbicielką minimalizmu kosmetycznego, krem do twarzy może być też takim pod oczy czy balsamem do ciała, ale musi mieć dobrze dobrany skład. 

Czas na meritum czyli pastę do kłów. Przymierzałam się do jej zrobienia już jakiś czas i w końcu przyczynił się do tego remont :). 
Oczywiście wszystkie składniki na oko, ale było mniej więcej tak:
 
  • 4 łyżeczki ziemi okrzemkowej - można dać glinkę bentonitową czy inna będąca w posiadaniu, oprócz mycia ma uzupełniać składniki mineralne
  • łyżeczka cynamonu
  • 1\2 łyżeczki mielonych goździków 
  • po garści mięty, szałwii, krwawnika, wrotyczu - zmielić wszystko
  • łyżeczka węgla aktywnego
  • olej kokosowy - tyle, aby pasta była dobrze sklejona
Wszystko wymieszać i gotowe. Można dać olej laurowy, który także działa antybakteryjnie, ale jeśli pasta ma być też dla dzieci to może lepiej z kokosowym i z czasem zmieniać recepturę. Wiem, że daje się olejki eteryczne, sól czy ksylitol, ale moja wersja jest dopasowana do mnie :)



Moje wrażenia po miesiącu stosowania:
  • pasta świetnie czyści - rano nie ma w ustach osadu na zębach jak to jest w przypadku kupnych past z gliceryną czy innym syfem
  • cały dzień zęby nie łapią osadu po jedzeniu, nawet pewnego wieczoru nie umyłam zębów i przez kolejny dzień osad się nie pojawił, dopiero koło wieczora było go lekko czuć
  • ściera osad z herbat - pije tylko ziołowe, kawy ani papierosów u mnie niet więc nie mogę się wypowiedzieć na ten temat
  • dezynfekuje i odświeża jamę ustną
  • trzeba trochę poszorować i pomasować dziąsła, aby olej stał się ciekły i fajnie urozmaicił smak pasty
  • jest bardzo wydajna i biodegradowalna
  • mycie zębów to przyjemność a nie obowiązek
  • nie wiem czy wybiela za sprawą węgla, bo nie robię zdjęć dla porównania 
Jedynym minusem, jest nieapetycznie wyglądająca szczoteczka, no i czarne zęby w trakcie mycia, ale to da się przeżyć :) W końcu ona też jest dezynfekowana cudownymi składkami :)


Stosujecie taką pastę, a może macie w planach jej zrobienie?? Gorąco polecam bo będziecie zachwyceni jej działaniem :)

środa, 20 lipca 2016

Rzepakowe z niespodzianką




Mydło z dużą zawartością oleju rzepakowego ze zmniejszoną ilością wody - 30%.
Zapach smakowity - stokrotka z cynamonem, na wierzchu pianka z dodatkiem różowej miki - wykorzystuję zapasy szafkowe :)




Przepis:
  • rzepak - 500 g
  • shea - 500 g
  • kokos - 300 g
  • rycyna - 100 g
Przetłuszczanie 7%.




Dzień wcześniej zrobiłam mydło z tego samego przepisu, na soku z jagód, banana i pietruszki. Wyszło mydło w kolorze czekoladowym. Wlałam do kubeczków a następnie umieściłam te kształty w formie i zalałam biała masą.



  
Jajka czekoladowe na soku z dodatkiem jagód oraz białe na wodzie :)

wtorek, 12 lipca 2016

Sok i mus z truskawek z niespodzianką... bez cukru


Przetwory owocowe robi chyba każdy, znaczy jeśli mu się chce :)




Postanowiłam poeksperymentować z owocami i zamknąć je w słoiku, bez dodatku cukru. Nie, nie z solą - ten sposób przetestuję z jabłkami i masłem kakaowym, coś jak biała czekolada. Tym razem zrobiłam przetwory z truskawek, a mianowicie...

Truskawki, czereśnie i jabłka przepuściłam przez sokownik. Do gorącego soku wrzuciłam suszone daktyle, które przez noc oddały słodycz do soku. Przypadkiem ( choć one nie istnieją), chciałam zamieszać sok,  a że trzymałam w ręce słoiczek z olejem laurowym z zamiarem wstawienia do lodówki, przy pochyleniu się, jakieś 2 łyżki oleju wleciały do gara... Olaboga, co się dzieje... Nie było sensu grzebać w garze, ponieważ olej już się rozpływał, wylać też nie, no wiec zamieszałam i z sercem na dłoni spróbowałam soku...
Zapach truskawek przenikała nuta wawrzynu, mój ukochany zapach. A smak? 

Smak truskawek podkręcony słodkością daktyli, goryczką lauru i z nutka dymu... Dla mnie poezja. Jak twierdzę, przypadki nie istnieją, wiec zadziało się to, o czym moja podświadomość myślała :). 
Sok rano odcedziłam, a resztę musu daktylowego zmieszałam z resztkami z sokownika, które specjalnie nie wysuszyłam na wiór. Zmiksowałam na gładko i pasteryzowałam 15 minut.

Mus truskawkowy świetnie pasuje do śmietany, jagód i namoczonych nerkowców, z których zrobiłam sos do klusek parowych. Normalnie bajka... I nie trzeba cukru :)


Przepis jest Dedykowany Jasiowi S., którego fotki jak i jego całego uwielbiam :)


No i Beacie, od której mam pyszny olej laurowy, nie tylko do mydeł i kremów, ale także do jedzenia :) 



piątek, 8 lipca 2016

W skrócie fotograficznym

Długo nic nie pisałam, ale ten czas był mi po prostu potrzebny... 
Dużo się działo i dzieje nadal, cały czas coś nowego wymyślam, sprawdzam i produkuję :)




Wyprawa ziołowa i znalezisko w błocie 
fot. Krystian W.

Kąpiel Pimpka w każdej napotkanej kałuży, a nawet i  błocie :)
fot. Krystian W.
 

Przywiezione skarby 




Stara lipa 




Pimpek w czasie burzy :)




Suszenie ziół




Podwójna tęcza




Krajobraz po burzy




Koperkowy zakątek




Mega wrotycz w zagrodzie dla kur




Nowy członek rodziny



Kolejne skarby


Życie niesie mnóstwo niespodzianek i ciągle nakręca cos nowego, wystarczy tylko dobrze się przyjrzeć i wziąć w tym udział :). Na pewno nie narzekam na brak zajęć, czasami tylko doba jest za krótka.

wtorek, 2 lutego 2016

Pies, który był cudem...

Wczoraj zakończyła się miesięczna walka o zdrowie i życie mojego psa... walka przegrana jak się okazuje...podjęliśmy bowiem trudną decyzję uśpienia jej... Serce pęka na samo wspomnienie i widok pustego miejsca, gdzie spała.


Aza była z nami ponad 10 lat. Przywieziona z opolskiego schroniska przez brata i bratową...Miał to być mały pies do domu, jednak jego wygląd już mówił, że będzie to piękny i duży pies... mieszaniec myśliwskiego, a nie kundelek :). Dziękuje w tym miejscu człowiekowi, który pozbył się suki ze szczeniakami, bo dzięki temu człowiekowi bez serca, ja i moja rodzina mogła cieszyć się wspaniałym istnieniem, chodzącym cudem, pełnym spokoju, powagi, dobroci i mądrości. Miałam wrażenie, że gdybym potrafiła zobaczyć aurę, to Aza miałby ją w kolorach tęczy... Była naprawdę niezwykła. Dzięki umiejętności wyczuciu  ludzkich emocji, potrafiłam odczytać także jej emocje, które aż tak bardzo nie różnią się od naszych.. Ona była gejzerem dobroci i spokoju, psem niezwykle inteligentnym. Piszę o niej jak o człowieku, bo dla nas była członkiem rodziny, dlatego też, gdy zaczęła chorować, dołożyliśmy wszelkich starań, aby dowiedzieć się, jak walczyć i przede wszystkim z czym walczyć. Każdy dzień, w ciągu minionego miesiąca przyniósł mnóstwo zwrotów - od diagnozy zapalenia listwy mlecznej, przez urojoną ciążę i w końcu raka nieoperacyjnego doszliśmy do kresu drogi. Pomogliśmy na ile można była a może nawet i więcej. Weterynarz Azy, Pan Adam to wspaniały człowiek, o dobrym sercu i otwartym umyśle, człowiek, na którego mogłam liczyć w każdej chwili. Obiecał opisać jej przypadek, aby przyczyniło się to do szybszej diagnozy w podobnym przypadku u innych zwierząt. Jak się okazuje pies jeden na milion i przypadek choroby, także 1 na 1 000 000. Nie mogło być inaczej :)

 
Dziękuję także wszystkim cudownym ludziom, których poznałam w tym czasie, ludziom, którzy uruchomili wszystkie możliwe kontakty i kanały, dzięki którym doszliśmy do wiedzy, która pozwoliła ustalić dalsze postępowanie co do leczenia. Moja wiara w ludzi została uratowana, ponieważ bardzo ostatnio kulała, za sprawą oszustów, którzy na rzecz zwierząt wyłudzają i manipulują innymi, by osiągnąć to co chcą... 
Droga, która przeszliśmy razem, pokazała, że w obliczu choroby zrobi się rzeczy prawie niemożliwe, poruszy się niebo i ziemię aby pomóc ukochanemu zwierzęciu. Nie byłam w takiej sytuacji związanej z chorobą bliskiej osoby, wiec nie mam porównania, ale wiem, że można wszystko, a już z pomocą najbliższych, ta walka jest łatwiejsza. Z tego miejsca dziękuję Ani P., która stała się jeszcze bliższa mojemu sercu, która wspierała mnie w tych ciężkich chwilach. Tylko ona widziała, jak Aza marnieje a mimo to, w jej oczach była piękna do końca... Straszny to widok, wiec Wam go oszczędzę. Najgorsze jest uczucie bezradności i świadomość, że nic już się nie da zrobić, że wszystko co możliwe, zostało już uczynione...
Nie pisze tego wszystkiego, licząc na czyjeś łzy, współczucie czy pocieszenie - to przeżywałam każdego dnia ostatniego miesiąca. Mam za to kilka próśb:

  • badajcie regularnie swoje zwierzaki, aby uniknąć takich rozpaczliwych sytuacji, gdzie życie staje się dochodzeniem przyczyn i szukaniem winnych. Tak się po prostu dzieje, ale skoro można tego uniknąć, to jak najbardziej trzeba skorzystać. 
  • sterylizujcie swoje suczki od razu - aby się niepotrzebnie nie rozmnażały, skoro nie chcecie szczeniaków. Nie wierzcie w bzdury typu - każda suka musi mieć 1 miot aby była zdrowa. BZDURA!! W tym linku dowiecie się, czym grozi brak sterylizacji, czy podawanie hormonów blokujących cieczkę u suk. 

  • adoptujcie psy ze schronisk, azylów czy przytulisk dla zwierząt - to niesamowicie budujące uczucie, gdy ofiarowujemy dom potrzebującym zwierzętom, które odwdzięczą się miłością, wdzięcznością i "rozkwitną" w naszych domach. Miałam okazje widzieć takie sytuację, jako wolontariusz azylu, gdy odwoziliśmy przerażonego i wylęknionego psa do nowego domu, który po zaznajomieniu się z nowymi właścicielami, czuł się jak u siebie, po prostu się zmieniał na naszych oczach. Coś niesamowitego.

  • wspierajcie w każdy możliwy sposób akcje dla zwierząt, ponieważ one są zależne od nas a my dzięki nim w pełni żyjemy( zaczynając od pszczół, które zapylają rośliny będące dla nas pożywieniem).
Miejcie serce na odpowiednim miejscu a wtedy poczujecie, co to znaczy "CZŁOWIEK", w pełnym tego słowa znaczeniu.

środa, 30 grudnia 2015

Oliwne 80%


Wybaczcie, że mało mnie tutaj, ale bardzo dużo się dzieje w moim życiu i zwykłe naciągniecie doby niewiele pomaga :). Czasami za dużo mam do zrobienia i dzieje się to kosztem czasu dla rodziny, bądź najczęściej w porze nocnej, ale ja to kocham, jest integralną częścią mojego życia i jak na razie daje radę.

Mydeł nie robiłam od sierpnia.. inne sprawy zaprzątały mój czas i głowę, ale w końcu nastał taki czas, aby uczynić parę partii. Nabyłam 2 piękne, drewniane foremki od Kasi z "Piany mydlanej" i w końcu je przetestowałam.

Oto mydło oliwne, zawierające aż 80 % oliwy, przez co będzie dłużej dojrzewało, ale warto poczekać aby delektować się kostka o tak fajnym i prostym składzie.



Ług zrobiłam na zamrożonym musie z bananów i mleka orzechowego, cześć masy wylana na spód jest jasno brązowa i pachnie oregano i zieloną herbatą, góra jest z dodatkiem kakao i zapachem wanilii i oregano.


Tutaj ług na wodzie, spód z dodatkiem mąki z czeremchy, góra z odrobiną węgla kokosowego i pachnie oregano, grejpfrutem i wanilią. Zatopiłam w nim skrawki wcześniejszego mydła, górę posypałam ścinkami, więc nic się nie marnuje a efekty zawsze fajne wychodzą. Bardzo fajne kompozycje zapachowe wyszły, przebijają pięknie nawet przez sodę :).


W najbliższych dniach powstaną kolejne mydełka, o których na pewno napiszę :)

wtorek, 17 listopada 2015

Wiedźma, wiatrak i poszukiwanie dobra

- Na czym lata wiedźma? 
- Na miotle? 
- NIE, ponieważ cienki sztyl ugniata jej szlachetną cześć, która wraz z wiekiem troszkę urosła.
- To może na odkurzaczu?
- Też nie, ale lubi deskę snowboardową, bo może wygodnie usiąść, a w locie pomaga jej stado nietoperzy.  Kobitka jest trochę starsza, słabsza no i ciężkawa, dlatego wygodniejsza od miotły jest deska.
- A na czym jeszcze lata?
- Na... wiatraku elektrycznym!!
- Oooo, a skąd ma do niego prąd, z powietrza?  
- Po co jej prąd, skoro potrafi latać na miotle czy desce! Widocznie wiatrak jest jeszcze wygodniejszy, no i może szum jego łopat ją uspokaja.
- Hmm, możliwe. A czy ona jest brzydka i ma kurzajkę na nosie?   
- Na nosie to siada jej biedronka, poza tym wygląda normalnie. Ubiera się na czarno, nosi na głowie kaptur aby nie było widać rubinu na jej czole...
- Rubinu? Przykleiła go sobie?
- Nie, to czarodziejski rubin, który zwołuje nocą wszystkie leśne stworzenia, aby przybyły do wiedźmy i pomagały jej.
- A w czym pomagały?
- W rożnych rzeczach - sprzątaniu lasu, wyprowadzaniu z niego zbłąkanych ludzi, wodzenia po nim tych niedobrych, pomaganiu zwierzętom itp.
- To słabo im idzie to sprzątanie, skoro ciągle w nich pełno śmieci...  
- Wiesz, leśnych stworzeń ubywa, bo ludzie w nie nie wierzą, poza tym ci co nie szanują przyrody ( w tym siebie) ciągle śmiecą i to nie tylko w lasach, ale wszędzie.  
- Ale nie wszyscy ludzie są tacy, prawda?    
- Oczywiście, że nie, ale tych niedobrych jest więcej i leśne duszki nie nadążają sprzątać.   
- Wiesz, podoba mi się ta wiedźma, nie jest taka zła.     
- Wiedźma, to osoba mająca wiedzę, widząca wiecej od pozostałych czy nawet jasnowidząca. Zna sie na ziołach, potrafi leczyć, robi różne specyfiki...
- To tak jak Ty ciociu!
- Zgadza się kochanie, ale ja nie potrafię latać...
- Ale jeździsz na rowerze, więc szum wiatru jest, jak u wiedźmy gdy leci na wiatraku. 
- Może nie aż tak, ale tak jak wiedźma, mam swojego pomocnika, czyli Ciebie.. 
- A co ten pomocnik robi? Kremy i zbiera zioła? A może mydła......

 Tak się toczy moja rozmowa z bratanicą, po przeczytaniu książki "Dwie siostry i wiedźma" Agnieszki Budzicz - Marchlewskiej.


Ilustracja - Olga Inglot


Jest to wspaniała opowieść o poszukiwaniach zaginionego psiaka przez 2 siostry, Dominikę i Patrycję, szacunku do przyrody, miłości do pupila, rodzinnych więziach i wyobraźni. Przewijają się tu dawne legendy, rożne stwory dobre i złe: 
  • drzewice - duchy drzew - każde złamanie gałęzi czy wbicie gwoźdź w korę rani duszka i osłabia go, przez co drzewo powoli umiera;
  • chmurnik - przepowiada pogodę
  • utopiec - wciąga ludzi do wody, lubi sardynki z puszki
  • błędniki - pojawiają się po zachodzie, wabią ludzi swym światłem i powodują ich zagubienie się
  • bożątko - duszek domowy, zapewniający dobrobyt
  • leszy - pomocnik wiedźmy
  • Dziewonia - opiekunka zwierząt - jest przeciwniczką cyrków

Ilustracja - Olga Inglot

  
Książkę czyta się jednym tchem ponieważ przenosi w cudowny świat baśni, które znamy z opowieści rodziców, czy lektur szkolnych, odrywają od codziennych problemów ale tez skłaniają do refelekcji.. Skoro zapominamy od dobrych duchach lasu, to czy z pozostałymi rzeczami nie stanie się tak samo? Czy już nie przedkładamy spędzania z rodziną wspólnych chwil nad siedzenie przed komputerem. Czy nie lepiej wyjść z psem, pozdrowić przechodniów, porozmawiać z nimi niż śledzić losy kolejnych bohaterów w telewizji? Czy śmiecenie w lasach jest szkodliwe? TAK, ponieważ zmienia tam życie, zaburza system, powoduje, że ci, którzy czuja wieź z Naturą, muszą najpierw pozbierać te śmieci, aby przejść, nazrywać kwiatów czy ziół ( ostatnio na takiej wyprawie zebrałam 6 słoików, 10 butelek i torbę plastików). Czy myślenie o przyszłości jest tak nieosiągalne, że nie dbamy o dzień dzisiejszy, pędzimy z domu do pracy, na zakupy, załatwić rożne sprawy, bez tchu, odpoczynku, w gorączce... Czy nie warto czasami usiąść, nacieszyć oczy pięknym widokiem ( niekoniecznie z okna, jeśli ktoś mieszka wśród betonów), napełnić dusze spokojem i oddać się choć króciutkiej refleksji nad sobą i tym dokąd zmierzamy.

Dbajmy o rozwój swój i świata, chociaż tego najbliższego a już robi się więcej miejsca na dobre rzeczy.

Ilustracja - Olga Inglot

Pozdrowienia od wiedźmy, czarodziejki i pomocnika :)