sobota, 29 sierpnia 2015

Magiczne wakacje i podróż w głąb siebie

Wyjazd wakacyjny z rodziną był cudowny - jestem zachwycona widokami i miejscem. Wróciłam pełna energii i nowych pomysłów.

  

Podczas wypoczynku przedkładam dzieła Natury ponad wytwór rąk ludzkich, ale one czasami pomagają oprawić to piękno w odpowiednie ramy.


W niektórych miejscach czas zdaje się tkwić w miejscu, wzrusza skrzypieniem okiennic, czy drzwiami na zardzewiałych zawiasach.




Miłość do przyrody widać na każdym kroku :)



Ogrom i rozległość piękna budzi nuty miłości do ludzi i otaczającej rzeczywistości.



Wszędzie łany niecierpka i rożnych jego rodzajów: himalajski, drobnokwiatowy, pospolity... Wyprawy po jego pyszne orzeszkowe owoce jedzone na surowo były miłymi przerywnikami dnia. Dzieci poznają smaki, potrafią rozróżnić poszczególne rodzaje tej rośliny i dumnie głoszą swą wiedzę, przed rodzicami.



Nazbierany i wysuszony zapas wierzbówki kiprzycy, która dzielnie machała kwiatami, kołysząc się na wietrze i chłonąc lekką bryzę z sąsiadującej z nią rzeki..



Widoki radujące serce, sięgające w głąb duszy, poruszały najwspanialsze uczucia - BYCIA, CZUCIA i ZACHWYTU... MIŁOŚCI, RADOŚCI i UWIELBIENIA.



Niepozorny mech oplatający pień drzewa to wspaniałe dzieło zachwycające splotem, ścisłością ściegu i puszystością, jakiej człowiek nigdy nie osiągnie.



Zwyczajnie dech zapiera - ułożenie struktur, połączenie roślin ze srogą skałą,  jedność i całkowitość...



Kryształowo czysta woda, którą bez obaw można pić.. Najważniejsze, że ludzie sami dbają by taka była. Wszędzie czysto mimo braku koszów na całym szlaku wędrówki.



Kontakt z tymi niezwykłościami jest pełny - chłonie się je całym sobą, mając wrażenie, że otwierają się dodatkowe zmysły... Uskrzydlające wręcz...



Obfitość zieleni, dzięki  życiodajnej wodzie, roztacza swe uroki wciąż od nowa...




Spokój i dobra energia otacza zewsząd, jak w bajkowej krainie...



Droga do ....raju? Z pewnością tak!


To droga miłości Natury do człowieka, która daje to co najlepsze, najwspanialsze, mimo, ze czasami szare i nieciekawe...


Zawsze jednak niezbadane i wszechogarniające swym dobrem i pięknem.



Budowla człowieka - by być na równi z tymi cudami, nigdy się jednak ich nie przeskoczy. Bo i po co?



Ziemia po woli zbliża się do nóg i wtedy dziękujesz, że masz zdrowe ręce i nogi, że możesz po niej stąpać, nie będąc zależnym od nikogo. Czy dziękujesz za to? Co czuje człowiek na wózku, oglądający te widoki i nie mogąc wznieść się w górę? Spotkałam takiego u podnóża, był uśmiechnięty i wydawał się zadowolony...



Zwierzęta wolne, lecz jednak zamknięte - paradoks kochających wszelkie formy zoo parków... Przekarmiane przez odwiedzających..




Podchodzą ostrożnie do ludzi, z dozą nieufności, choć wyciągnięta ręka nęci, może na niej coś dobrego...



Piękne, łagodne i mądre zwierzęta, zamknięte na piaszczystych pagórkach, bez cienia zieleni, z dala od naturalnego pożywienia.




Cóż wyraża to spojrzenie? 



Świnki wietnamskie są słodkie gdy są małe, te wyrośnięte nie prezentują się tak ładnie... zapasione z powodu braku ruchu i zwykłych zajęć typu: szukanie jedzenia w ziemi, rycie, kąpiele błotne, wędrówki w znanym środowisku.



Największa krzywda w tym parku wyrządzana jest ptakom drapieżnym - najlepsze "okazy" w swym gatunku siedzą na pniaku, przywiązane do niego za łapkę.



Są jak posągi - nieruchome, skamieniałe hałasem, ruchem i nieodpowiednimi dla nich warunkami.


Serce pęka na widok tych dumnych ptaków zamkniętych w klatkach. Ptaki są wycofane, przerażone, chowają się po katach. Jestem wielkim przeciwnikiem tego typu miejsc, cyrków, zoo czy parków rozrywek z zamkniętymi w nich zwierzętami. To nienaturalne warunki dla nich, zabijają po woli w nich życie... Na samo wspomnienie tych widoków chce mi się płakać...



"Pola" nawłoci prawie po horyzont. Ciesze się, że nikomu nie przeszkadzają swoją obecnością, że nie są koszone i ozdabiają drogę powrotna do domu. 

Podroż magiczna obfitująca w masę różnych emocji, różnych przeżyć, poruszająca masę spraw i problemów. Każda z nich utwierdza mnie w tym, że jestem szczęśliwa, podejmuję dobre wybory nie tylko dla siebie i jestem dumna z tego jaka i kim jestem. Wam życzę tego samego!!!


Zapomniałam dodać, że oczywiście po przyjeździe na miejsce, powitał mnie wrotycz. 



Dom w którym mieszkaliśmy mogę polecić z czystym sercem - bardzo mili, kulturalni i pogodni ludzie, spokojni sąsiedzi i piękne widoki. Ogród pełen kwiatów, gdzie zbieraliśmy floksy, porzeczki i miętę do codziennych posiłków, dzięki pozwoleniu gospodyni - pani Ireny. Dobra dusza dbająca o gości, służąca radą i rozmową, zwykła, ludzka... z sercem na dłoni :)