sobota, 5 września 2015

Stary kredens mocno drzy...

ponieważ nadeszła jego godzina... pora zedrzeć starą szatę i dać mu nowy blask, odsłonić naturalne piękno drewnianych słojów, wydobyć zapach żywicy, nabłyszczyć lakierem nowe powierzchnie.

 

Kredens ma ponad 30 lat, zakupiła go moja babcia, przekazała mamie, a ta mi - razem z komóreczką na przetwory i rożne inne 1200 drobiazgów :). Samodzielnie przemalowałam go z ponurego brązu z odpryskującą farbą, na słoneczny żółty, dałam nowe gałki, odnowiłam blat, miałam jakieś 15 lat... 

Komórka jest tak wąska, że nie mam możliwości pokazania mebla w całej okazałości i muszę odsłaniać go po kawałku :)



Kredens należało rozłożyć i znieść w 2 częściach do prac renowacyjnych na dworze. Razem z Andym, mężem mym, zdemontowaliśmy drzwiczki i stare zawiasy, wyciągnęłam szyby i odkręciłam gałki. Potem strój ochronny, czyli stare ubranie, chustka na głowę i maseczka na twarz przeciwko pyleniu farby, której masa unosiła się podczas szlifowania. 


 Usuwanie starej farby opalarką gazową ( przy 40 stopniowym upale, ale ja kocham upały) to pestka w porównaniu ze szlifowaniem drewna z resztek farby. Większe powierzchnie można oczyszczać sprytnym urządzeniem, jakim jest wiertarka ze specjalna nakładką, ale wszelkie drobne elementy, listewki i rowki niestety wymagają użycia reki, kawałka papieru i masy pracy tymi dwoma elementami.


Ręce czasami mdlały, ale dałam radę. Piękno słojów wynagradzało trud pracy. 


Tak prezentuje się górna cześć mebla po wyczyszczeniu i przed malowaniem. 


Nałożenie 1 warstwy lakieru było cudowne. Każde wgłębienie, rysa czy dziura po szpachli, to jak odsłanianie zmarszczek u starzejącego się człowieka, to historia, która była udziałem tego mebla, bo ktoś go budował od podstaw, poświęcał swój czas i umiejętności by stworzyć coś nowego, ozdobnego i praktycznego.



Przy czyszczeniu okazało się, że wszystkie fronty drzwiczek i blat to dykta, wiec jako wielbiciel drewna i Natury, postanowiłam sprezentować memu kredensowi nowe szaty. Zakupiłam materiał, znalazłam pana, który wyciął mi wszystko pod wymiar, mąż dostosował kształt drzwiczek do tych wcześniejszych i po pomalowaniu, wszystko zostało zamontowane na nowych zawiasach - niektóre ocalały bo nie było konieczności wymiany. Widoczna różnica miedzy starym i nowym drewnem wynika z rożnych rodzajów drewna, lakieru oraz upływu czasu.


Tylna płyta kredensu jest z dykty, półki również nie dało się wyjąć i  wyczyścić, ponieważ najpierw została zamontowana w środku, potem przytwierdzono górę mebla - mało kto 30 czy 50 lat temu myślał o praktycznych rozwiązaniach. Poradziłam sobie w ten sposób, że pomalowałam całość niebieska farbą - zalegała mi puszka białej, wiec dokupiłam niebieski pigment i proszę, jakie fajne połączenie wyszło.



Gałki czekały na swą premierę koło 4 lat, pokornie siedząc w szufladzie. Zakupiłam je na jakiejś wyprzedaży, po 5 zł 5 szt. Motyw kwiatowy jak najbardziej mi pasuje, więc zostały przykręcone, a rodzina zachwyca się nimi i całym kredensem.


Dół mebla, jest cały drewniany, fronty szuflad nie były zmieniane i widać, że drewno ma inny kolor... Stare z nowym połączono, przeszłość i teraźniejszość się splatają.



Zabrakło mi 4 szt gałek do szuflad, więc wykorzystałam stare plastikowe uchwyty, nadając im nowy image, pasujący do reszty gałek. W tym celu użyłam naklejek na paznokcie z pasującym motywem, żeli do tipsów i lampy UV, która też była wykorzystywana w innych celach niż paznokciowe :). Trzeba sobie radzić z pomocą dostępnych środków. I to się tyczy każdego aspektu życia.

Jestem dumna z mojego starego - nowego kredensu. Jego nowa szata jest piękną oprawą dla stojących tam przetworów słoikowych czy butelkowych.Masa pracy ale i przyjemności, piękny zapach żywicy wydobywający się spod kilku warstw farby przybliża myślą do lasu i drzew, z których zrobiono mebel. Natura górą :)